Posts Tagged ‘chemia’

Nanopuci

Niedziela, 1 Kwi 2012

Gdy Guliwer trafił do Krainy Liliputów w latach dwudziestych XVIII wieku, poznał tubylców, których wzrost nie przekraczał 15 centymetrów. Gdyby byli sporo mniejsi, do dostrzeżenia ich potrzebowałby już mikroskopu, a te były jeszcze rzadkie — ulepszona wersja mikroskopu Galileusza, powiększająca 30krotnie, powstała w 1625 roku, zaledwie kilka lat przed wydaniem „Podróży Guliwera”. W 2003 roku Stephanie H. Chanteau i James M. Tour opublikowali pracę „Synthesis of Anthropomorphic Molecules: The NanoPutians” („Synteza antropomorficznych cząsteczek: Nanopuci”), w której przedstawili proces tworzenia małych ludków w kilku prostych (dla chemika organicznego) krokach. Guliwer nie miał by szansy nawiązać z nimi kontaktu, gdyż mają tylko 2 nm wysokości.

Proces wytwarzania cząsteczek i więcej wzorów, różniących się tylko czapeczkami, można znaleźć na Discoblog. Pojawiają się między innym nanokról, nanouczony i nanokucharz, choć ten ostatni bardziej przypomina nanopapieża.

Reklamy

Zrób sobie lekarstwo

czwartek, 8 Mar 2012

Kilka lat temu w jednym z dużych szpitali uniwersyteckich w Polsce zaczęło brakować morfiny. Lekarze i pielęgniarki kontaktowali się z przebywającymi poza szpitalem pacjentami i, gdy było to możliwe, pożyczali z ich prywatnych zapasów. Przyczyny tego braku pozostały w sferze domysłów. Jedna z ulubionych przez pacjentów hipotez głosiła, że dział zaopatrzenia nie mógł się zdecydować który z dostawców oferował zaopatrzeniowcom najlepsze warunki.

Przerwy w dostawach i braki leków mogą zaburzyć funkcjonowanie służb zdrowia w każdym kraju. W Stanach Zjednoczonych coraz trudniej jest kupić sudafed, popularny lek na katar, który zawiera pseudoefedrynę. Dawniej dostępny praktycznie na każdej stacji benzynowej 24 godziny na dobę, teraz jest do nabycia jedynie w aptekach (które rzadko są czynne nocami) i za okazaniem dowodu tożsamości. Porządni obywatele cierpią tylko dla tego, że z ich lekarstwa tak łatwo jest w warunkach domowych wyprodukować substancję odurzającą.

Na szczęście I.B. Hakkenshit z Uniwersytetu Miskatonic i O. Hai z Instytutu Eksperymentów Teoretycznych opublikowali w lutowym numerze Journal of Apocryphal Chemistry pracę zatytułowaną A Simple and Convenient Synthesis of Pseudophedrine from N-Methylamphetamine (Prosta i przydatna synteza pseudoefedryny z N-metyloamfetaminy, niestety za mindwallem).

Rozumowanie autorów jest bezbłędne: po co przechodzić przez skomplikowaną procedurę kupowania leku w aptece, skoro można go wytworzyć samemu z łatwo dostępnej o każdej porze substancji, która na dodatek ostatnio ciągle tanieje, a której jakość jest coraz lepsza.
(more…)

Oblali wodą utlenioną i podpalili

piątek, 9 Gru 2011

Internety donoszą:

Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia w sprawie potwornego zabójstwa, do którego doszło w marcu w Poznaniu.

[…]

Dziewczynę zamordowali jej znajomi – Magdalena Sz. i Ryszard N. Podczas spotkania w parku brutalnie pobili dziewczynę. Zwłoki ukryli w pobliskim dole, przykryli gałęziami, polali wodą utlenioną i podpalili.

Najpierw znalazłem te wiadomość na rmf24. Ok, wiem, tam się nie zagląda po wiadomości, no ale tak… jakoś mi teraz głupio. No ale cóż, człowiek popełnia błędy. Zresztą to samo było w Wyborczej i Fakcie. Googlowanie dało kilkadziesiąt pozycji, kilkanaście powołujących się na PAP. PAP to z założenia poważna instytucja, ale na pap.pl nie znalazłem wyszukiwarki, a pap niechętnie daje się googlować, więc tam pudło. Ale źródło informacji się znalazło na stronie Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Woda utleniona to najwyżej 3,5% roztwór ditlenku diwodoru w monotlenku diwodoru, też niebezpiecznej substancji. W ogóle wszystkie te tlenki wodoru takie dziwne jakieś, choćby ten tritlenek diwodoru. Ale z tego co sprawdzałem, 3,5% roztwór H2O2 w H2O palny nie jest, a nawet skutecznie gasi płomień, choć roztwór 60% jest już niezłym paliwem rakietowym.

Obawiam się, że fakt, że oblali ciało wodą utlenioną, a potem podpalili, pozwoli im uniknąć więzienia. Linia obrony powinna się opierać na twierdzeniu, że mordercy są niepełnosprawni umysłowo i powinni wylądować w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym.

Niebezpieczne związki — DHMO

czwartek, 1 Gru 2011

Monotlenek diwodoru (Dihydrogen Monoxide, DHMO) to dość ciekawa substancja chemiczna, która corocznie powoduje śmierć milionów ludzi na całym świecie. Jak wynika z jej karty charakterystyki, dostępnej po angielsku tutaj, LD50 dla myszy wynosi 190 g/kg przy podaniu dootrzewnym i 25 mg/kg przy dożylnym. Rzesze ludzi mają codziennie kontakt z tą niebezpieczną substancją, której udziału w procesach nowotworowych nie kwestionuje żaden porządny naukowiec.

Wiele wskazuje na to, że rozpylony w powietrzu DHMO wpłynął na percepcję optyczną pilotów i doprowadził do katastrofy pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku. Monotlenek diwodoru jest dodawany do napojów alkoholowych. W niektórych napojach jego ilość często kilkadziesiąt razy przekracza ilość samego alkoholu. A mimo to owa substancja chemiczna nie została zdelegalizowana, a nasze dzieci mają do niej dostęp w niektórych sklepikach szkolnych, o czym już dawno temu donosiła Gazeta Wyborcza w artykule Ankieta: co można kupić w sklepikach szkolnych (artykuł za paywallem artykuł zniknął).
(more…)

Ratujmy dzieci — przed szkołą

piątek, 8 Lip 2011

Yuan Tseh Lee, chiński chemik z Tajwanu, w 1986 roku otrzymał nagrodę Nobla za prace pozwalające zrozumieć jak reakcje chemiczne przebiegają w skali atomowej. Każdy naukowiec, obecny czy przyszły, i każdy edukator, powinien przeczytać przeprowadzoną z nim rozmowę w serwisie Nauka w Polsce. Tu fragmenty:

Nauka nie może pójść dalej wtedy, kiedy studenci będą się wszystkiego uczyć od profesorów i będą mieć idealne oceny na testach. Nauka dokona postępu tylko wtedy, kiedy młodzi studenci będą przychodzić rozmawiać z profesorami, będą mówić: „Profesorze, myli się pan. Sprawdziłem w moich badaniach i to, co pan mówi, to nie jest prawda”. Jeżeli okaże się, że studenci mają rację, a nauczyciel się mylił, to jest właśnie moment, kiedy nauka robi krok naprzód

(more…)

Śladowe ilości rozsądku

poniedziałek, 18 Kwi 2011

Polska wikipedia nie definiuje terminu „śladowa ilość”, nie czyni też tego angielska, choć termin „trace amount” pojawia się często we wpisach. Może dlatego, że prawie zawsze (w obu językach) stosowany jest niepoprawnie. W chemii analitycznej ilość śladowa substancji to ilość tak mała, że choć możemy stwierdzić obecność substancji, to nie możemy określić dokładnie ile jej jest.

W potocznym użyciu termin ten określa nieznaczną, bardzo małą ilość, ilość najczęściej nie mającą żadnego znaczenia, nie wpływającą na zdrowie (w przypadku substancji) czy cokolwiek („większość teczek [uczniów] znajduje się w ogólniakach, a w zawodówkach ich ilość jest śladowa”, za GW, artykuł dostępny za opłatą).

Pal licho potoczne użycie, gorzej, gdy substancje, początkowo niewykrywalne, stają się dzięki postępowi w chemii wykrywane w ilościach śladowych, a następnie dają się nawet mierzyć. Problem polega na tym, że gdy bardzo chcemy coś znaleźć, to szanse na znalezienie tego są duże.

(more…)

Eksperymenty na dzieciach

piątek, 19 Mar 2010

Najlepsze eksperymenty na dzieciach polegają na pokazaniu im czegoś ciekawego i obserwowaniu ich reakcji. Będę musiał to jutro wypróbować, ale ta reakcja egzotermiczna (en) wydaje się być jeszcze lepsza od nadmanganianu potasu z gliceryną.