Nasza aborcja

sobota, 24 Wrz 2016

Jakiś czas temu moja towarzyszka życia i matka mojego dziecka zaczęła się martwić, że mimo upływu jakichś trzech miesiecy nadal nie ma okresu. Nie martwiliśmy się. Nie dlatego, że jesteśmy kompletnymi kretynami i nie mamy pojęcia o cyklu reprodukcyjnym. W poprzednich latach czesto zdarzały się wielomiesięczne braki okresu i wiedzieliśmy, że nie były to ciąże. Jednak tym razem czuła się od wielu miesięcy całkiem dobrze. Stało się to w trakcie wakacji nad polskim morzem, więc najbliższe USG w małej mieścinie nie było najwyższych lotów, ale wystarczyło, by zobaczyć płód. Mieliśmy potworny problem, ale żadnych wątpliwości.

Czytaj resztę wpisu »

Co nam mówią znaki

poniedziałek, 31 Sier 2015

Zaczęło się niewinnie. Z Twittera dowiedziałem się, że na anglojęzycznej Wikipedii istnieje strona Porównanie europejskich znaków drogowych. Istnieje też podobna strona na Wikipedii polskiej, ale jest ograniczona do zaledwie sześciu największych krajów Europy.

Najciekawsze znaki to te, na których coś się dzieje — samochód wpada do rzeki, ciężarówka wybucha, a dzieci biegają wzdłuż i w poprzek ulicy. Różnice w zachowaniu i wyglądzie dzieci wyrysowanych przez anonimowych pracowników ministerstw wielu państw (dzięki czemu praktycznie wszystkie znaki drogowe są w domenie publicznej) były na tyle intrygujące, że skłoniły do dokonania pobieżnej analizy. W miarę łatwo można było wyróżnić trzy kategorie dzieci: idące, biegnące, oraz pędzące tak, jakby gonił je sam diabeł:

CNlMFJeWcAAuDA1

Zrobienie mapki nie było szczególnym problemem. Mam w Pythonie bibliotekę z funkcją, której wystarczy podać kolory wybranych państw Europy by otrzymać plik z mapą w formacie svg.

Czytaj resztę wpisu »

Relaksujący spacer z psem

sobota, 1 Sier 2015

Kolejny wpis gościnny Ani:


9ta, zrobiło się chłodniej, czas spokojnie wyspacerować i wybiegać psa, a nie tylko przemykać z cienia do cienia. Woda jest, worki są, papierosy są, pies jest – idziem. Zmierzcha więc Bruno świeci jak choinka – po incydencie nad Wisłą, gdy pijana rowerzystka usiłowała go rozjechać, dostał ledową obrożę. Idziem. Na Błonia.

Na początek pod kinem u naszych stóp i łap wypierdala się laska na rolkach. Bruno w wrzask. Laska w wrzask. Zdarza się.

Za rogiem zostajemy uderzeni falą dźwięku: hej, kurwa, sokoły. Na Błoniach stoi scena a z niej lecą my cyganie, my górale i w ogóle łabudidajdaje. Wokół tego prawie setka dzieci wypuszczona z psychiatryka dla małoletnich biega i wrzeszczy jak poparzona. Pies oszołomiony nie ogarnia co się stało z jego kuwetą.

Zaciskam zęby, mimo że wolałabym uszy, omijamy tałatajstwo i spuszczam psa dalej. Gdy lekko cichnie za nami ten kiermasz, okazuje się że na Wiśle grają i że chociaż prawdopodobnie biega już tylko 20 osób to wrzask również niczego sobie.

No to do chuja pana skręcamy w stronę Salwatora żeby mieć namiastkę spokoju i wtedy koło Juvenii Bruno biegnąc za frisbee przebiega po pijanym facecie leżącym w trawie. Facet wstaje i krzyczy niezrażony, że o jezu jaki piękny pies i jaka to rasa i że on chce >hep< go głaskać. Piękny pies wystraszony biega w kółko i drze mordę, ja próbuję uspokoić faceta i psa. Okazuje się, że obok leży kolega faceta, który też teraz wstaje i krzyczy jeszcze głośniej niż wszystko:
– ROMAN, NIE DRZYJ SIĘ!!
– Ale jaka >hep< to rasa?!
– Bruno, zamknij się! PON!
– ROMAN, CICHO!!
– A gryzie?! Aportuje to kółko?! >hep< A da mi?
– Tak, tak, nie, Bruno, noga!
– Ale czemu?!
– ROMAN, ZAMKNIJ SIĘ!!
– Bruno, siad!
– ROMAN, NOGA! ROMAN SIAD! DOBRY ROMAN. miłego wieczoru pani życzę.
– >hep<!

Bardzo wszystkim polecam posiadanie piesków.

Patroni naszych szkół

wtorek, 21 Kwi 2015

W ramach zabawy z danymi zabrałem się za analizę patronów polskich szkół. Na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej znajdują się wyjątkowo przyzwoicie przygotowane zestawienia szkół w Polsce według województw, w plikach Excela. Wyjątkowo przyzwoicie nie znaczy, że dobrze, ale na tle innych oficjalnych dokumentów jest super. Pomimo to trzeba było poważnie obrobić dane, które całe stada pań Halinek i ich męskich odpowiedników wstukiwały bardzo dzielnie, ale nie zawsze bacząc na to, co stukają.

Tekst bez wizualizacji danych to tak jak patyk bez loda, a ponieważ grafika dostępna w arkuszach kalkulacyjnych ma poważne ograniczenia, musiałem sobie zrobić przyspieszony kurs matplotlib od zera. Tu pierwsza trzydziestka wszystkich patronów dostępnych w wykazie CIE MEN:

all

Prym wiedzie błogosławiony święty ojciec Jan Paweł II. Potem leci standardowa literatura, historia, same znane nazwiska i nazwy. Jedyną postacią z Top 30 wszechszkół, której nie znałem, była Maria Grzegorzewska, twórczyni pedagogiki specjalnej w Polsce.
Czytaj resztę wpisu »

Mnóstwo czasu

czwartek, 29 Sty 2015

Ania napisała coś takiego (tak, piewszy guest-post na blogu) i wydarzyło się to nawet naprawdę:

W czerwcu 2007 tak się złożyło, że stałam się posiadaczką gipsu od stopy po samą dupę, w dodatku zawartość gipsu wymagała regularnego oglądania przez lekarza. Mało rzeczy równie nienawidzę co wysiadywania w poczekalni w przychodni, a jeszcze należało się do niej dostać o kulach w dzikim upale i zachować jaką taką przytomność umysłu żeby nie dać się wysiudać z kolejki dziarskim emerytom. Jednego dnia – cud świata – przede mną tylko jeden dziadek. Zaraz po „dzień dobry” standardowe:
– Który ma pani numerek?
– 16-ty.
– To jestem przed panią, ale ja tylko na chwilę, po receptę.
– Proszę się nie spieszyć, mam czas.
Wszedł do gabinetu, po krótkiej chwili rzeczywiście wychodzi, mijamy się w drzwiach:
– Wie pani co? Bo ja też, ja też mam czas. Mnóstwo. Mnóstwo czasu.
Gdy wychodzę z gabinetu dziadek ciągle siedzi w poczekalni.
– I skoro mam takie mnóstwo czasu to pomyślałem, że na panią zaczekam.
– ?
– Jak pani przyjechała? Autobusem, taksówką?
– Taksówką…
– Gdzie pani mieszka? Odwiozę panią.
– Nie trzeba, dam sobie radę.
– No gdzie?
– Na Podwawelskim, ale…
– Proszę pani, ja mam mnóstwo, ogrom zaoszczędzonego czasu – podwija rękaw, prezentuje obozowy tatuaż i bardzo z siebie zadowolony teatralnie puszcza oko – No mówię, że mnóstwo.

Czy pije z nami lekarz?

poniedziałek, 24 List 2014

Powoli kończę zabawę z liceum. Kilka tygodni temu na spotkaniu rodziców z wychowawcą, przed wysłuchaniem standardowych żądań (pilnować żeby płaciły, przychodziły, a może nawet uczyły się), głos zabrał przedstawiciel grupy, która wzięła na siebie ciężar przygotowania wspólnej popijawy uczniów z nauczycielami, czyli studniówki. Wydawało się, że jedyną kontrowersją będzie zamieszanie z pieniędzmi, spowodowane najprawdopodobniej pomyleniem sobie przez organizatora kolumn „wpłacone” i „do zapłacenia”. Każdy obecny rodzic chciał osobiście wyjaśnić rozbieżności w liczbach, na szczęście frekwencja była typowo wyborcza i nie trwało to za długo. Następnie organizator zapytał, czy ktoś ma w rodzinie, albo wśród znajomych, lekarza, który mógłby przyjść na imprezę. Dla bezpieczeństwa.
Czytaj resztę wpisu »

100 punktów

czwartek, 6 List 2014

Wiele lat temu jechałem z małego miasteczka na południu Polski na Kaszuby z trójką młodocianych przestępców. Najmłodszy miał jakieś sześć lat, starsi mieli po około dwanaście. Po pierwszych czterystu kilometrach nudzili się już strasznie i trzeba im było wymyślić jakieś zajęcie. Wymyśliłem. Kazałem im liczyć tirówki — ten, który naliczy najwięcej dostawał sto punktów. Nie informowałem z góry, że punkty nie są przeliczalane na cokolwiek. Problemy zaczęły sie pod koniec podróży. Zjechaliśmy już na małe, lokalne drogi, a młodzi pytali czy pani idąca wzdłuż drogi niosąc drewno z lasu to tirówka czy nie — nie byłem pewien czym w wolnym czasie zjamują się tirówki. Poważne dylematy. Gdy dojechaliśmy na miejsce wszyscy byli zbyt zmęczeni, by domagać się swoich punktów. Kilka tygodni później, po powrocie z uroczych wakacji, matka jednego znich zawezwała mnie na dywanik. Poradziłem sobie, postawiłem na swoim, nie odzywała się do mnie przez parę miesięcy. Teraz jej syn jest już dorosłym, bardzo sensownym factem. Jakoś nie skrzywiłem mu życia.

Dzisiaj dostałem 100 punktów w Internecie. Jest ok, ale nie skaczę z radości. Znam ten numer.