Czy pije z nami lekarz?

Powoli kończę zabawę z liceum. Kilka tygodni temu na spotkaniu rodziców z wychowawcą, przed wysłuchaniem standardowych żądań (pilnować żeby płaciły, przychodziły, a może nawet uczyły się), głos zabrał przedstawiciel grupy, która wzięła na siebie ciężar przygotowania wspólnej popijawy uczniów z nauczycielami, czyli studniówki. Wydawało się, że jedyną kontrowersją będzie zamieszanie z pieniędzmi, spowodowane najprawdopodobniej pomyleniem sobie przez organizatora kolumn „wpłacone” i „do zapłacenia”. Każdy obecny rodzic chciał osobiście wyjaśnić rozbieżności w liczbach, na szczęście frekwencja była typowo wyborcza i nie trwało to za długo. Następnie organizator zapytał, czy ktoś ma w rodzinie, albo wśród znajomych, lekarza, który mógłby przyjść na imprezę. Dla bezpieczeństwa.

Matki i ojcowie zaczęli się nerwowo rozglądać dookoła. Nikt się nie zgłosił. Bezpieczeństwo, również dzieci i młodzieży, jest dla mnie ważne, więc zapytałem: „A czy w rodzinie, albo wśród znajomych, ma ktoś kogoś ze straży pożarnej?”. Rzucono na mnie parę złych spojrzeń, ale moja obrona apotropiczna (en) zadziałała i nie straciłem życia. Nie jestem w stanie przytoczyć całej dyskusji verbatim, więc tu tylko skrócony opis jej przebiegu. Zapytałem o statystyki dotyczące wypadków na studniówkach i o ocenę prawdopodobieństwa wystąpienia takich wypadków — dowiedziałem się, że „prawdopodobieństwo jest”. Dwie czy trzy osoby uznały, że lekarz to chyba przesada. Reszta milczała bądź przedstawiała różne możliwe czarne scenariusze. Dowiedziałem się, że jak lekarz dzwoni po karetkę, to ta szybciej przyjeżdża. Jedna z matek autorytatywnie stwierdziła, że tego wymagają przepisy Ministerstwa Edukacji. Zapytałem o źródła i tekst przepisów — nie potrafiła podać konkretów, ale była bardzo pewna siebie, więc się zamknąłem.

Nastepnego dnia pobieżnie przeszukałem sieć pod kątem „studniówka lekarz” i trafiłem jedynie na dziwną tradycyję jakiegoś elitarnego liceum dotyczącą wyboru partnera na tę imprezę. Dowiedziałem się też o ponurym wypadku samochodowym młodych ludzi jadących na studniówkę i tyle. Nie było też żadnych przepisów wymagających obecności lekarza na prywatnie organizowanej imprezie.

Dopiero kilka dni temu zadzwoniłem do kuratorium, by porozmawiać z kimś, kto zna się na studniówkach. Trafiłem na bardzo miłą osobę, która zanim zostałą kuratorem przez wiele lat była dyrektorem liceum. Przyzwyczajona zapewne do najdziwniejszych fanaberii rodziców rozmawiała ostrożnie i dyplomatycznie, by w końcu stwierdzić, że to absurd. Nie przypominała sobie, by w ciągu ostatnich ponad dwudziestu lat zdarzyła się na studniówce jakaś sytuacja wymagająca natychmiastowej interwencji lekarza.

Żaden z moich znajomych lekarzy nie spędzi wieczoru na studniówce mojego dziecka. Prawdopodobnie żaden by nie wytrzymał tego na trzeźwo. Będą w domach z rodzinami, bedą pili na mieście ze znajomymi. Niektórzy będą w pracy.

Tagi: , ,

Tu możesz zostawić komentarz, ale może najpierw przeczytaj "zasady komentowania".

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: