Rakowe szyjki i indycze macice

Głośno się zrobiło o poznańskiej restauracji Bee Jay’s, w której doszło do małej wpadki translatorskiej. Ktoś zrobił zdjęcie menu, brytyjski brukowiec „Mirror” o tym napisał (en), a historyjkę powtórzyła „Gazeta Wyborcza” w artykule „Restauracja przy Starym Rynku miała w menu raka szyjki macicy”:

Danie „szyjki rakowe podawane na carpaccio z buraka z dipem musztardowo-ziołowym” po angielsku nazwane zostało „cervical cancer serv on beetroot Carpaccio with mustard-honey dip”.

Bardzo ładnie zadziałało w artykule prawo Muphry’ego (en) (nie, to nie literówka), które mówi, że jeżeli krytykujesz czyjąś gramatykę, ortografię, styl czy korektę, to w swojej krytyce na pewno popełnisz podobny błąd. W „GW” od „served” odpadło „ed”, „carpaccio” zostało napisane z dużej litery, a na dodatek jakimś cudem dip „musztardowo-miodowy” przemienił się w „musztardowo-ziołowy”.

I jednym i drugim zabrakło odrobiny wiedzy ogólnej i krytycznego myślenia o własnych działaniach. Tłumaczenie googlowskie dawało mylący wynik we wszystkich językach, które sprawdziłem. „Szyjki rakowe” nie mają nic wspólnego z szyją raka, bo on takowej nie posiada. Jest to mięso z odwłoku raka (za słownikiem PWN), a pobieżne przeszukanie sieci w kwestii etymologii nie dało wyniku. Po angielsku „szyjki rakowe” to „crayfish tails”, w menu można było ewentualnie napisać samo „crayfish”. Warto zauważyć, że w wielu przepisach szyjki rakowe można spokojnie zastąpić krewetkami.

Fakt, że ktoś tłumaczy menu przy pomocy Google Translate, wskazuje na to, że wpadka była wynikiem oszczędzania. Tłumaczenia menu są naprawdę wredne, więc porządni tłumacze żądają za nie wysokich stawek. Przyciśnięci kryzysem restauratorzy „optymalizują koszty” i biorą pierwszą lepszą osobę, która twierdzi, że poradzi sobie z tym sama.

Szczególną formą wpadki przy tłumaczeniu menu jest nadgorliwość. Faktycznie, borowik vel prawdziwek to Boletus Edulis Bull, ale tłumaczenie „zupy borowikowej” na „boletus soup” nie jest wskazane. Anglosasi cierpią na mikofobię i dla większości z nich jedyny jadalny grzyb to pieczarka, a nazwa „boletus” nic im nie mówi. A ci nieliczni, którzy podróżując po świecie poznali ich smaki, korzystają najczęściej z nazw lokalnych. Borowik w języku angielskim powszechnie znany jest jako porcino (z włoskiego), cep (skrót francuskiego Cèpe de Bordeaux), bądź penny bun (od małej taniej drożdżówki za pensa). Najbezpieczniejsze byłoby więc stosowanie „porcino” lub zupełnie jasnego „wild mushroom soup”, bo „penny bun soup” ktoś mógłby odebrać jako zupę z drożdżówki.

Oczywiście złe tłumaczenia zdarzają się na całym świecie. Cudownym miejscem, pełnym dziwactw i wpadek językowych, jest Language Log (en), na który bez znajomości angielskiego nie ma co wchodzić, a i chiński się przyda. Można się tam dowiedzieć, dlaczego Francuzi zniekształcają pisownię nazwiska prezydenta Rosji Putina (by nie brzmiało jak „kurwa”) a Arabowie, za namową Francuzów, zmieniają pisownię francuskiego premiera Ayrault (by nie brzmiało jak „jego chuj”). Dość często pojawiają się tam wpadki związane z nazwami potraw. W kategorii „zagubione w tłumaczeniu” można spotkać takie perełki, jak „Zawierzona szynka i jej pół melona” czy tytułowe „indycze macice”.

Indyki, tak jak wszystkie inne dinozaury, nie mają macicy, więc znaleziona w chińskim sklepie spożywczym w Ypsilanti w stanie Michigan oferta „macic indyka” („Turkey Uteri”) po 8,39$ za funt wymagała dokładnego zbadania. Grzebiąc po sieci autor wpisu, Victor Mair, od razu dowiedział się o pierwszym udanym przeszczepie macicy w Turcji w 2011 roku (dla niewtajemniczonych: po angielsku Turkey oznacza zarówno Turcję jak i indyka), a także o różnych aspektach anatomii tych zwierząt, których wcale nie chciał poznawać. Ja z kolei dowiedziałem się, że po chińsku indyk (火雞) to ognisty kurczak. Wpis nie rozstrzygnął definitywnie co kryło się w opakowaniu, ale mogły to być frankfurterki z indyka, albo ich mielce (żołądki mięśniowe), a może nawet jelita, ale na pewno nie macice. Niestety już nigdy nie zapomnę, że w niektórych regionach Chin przysmakiem są świńskie macice.

Tagi: , , ,

Odpowiedzi: 4 to “Rakowe szyjki i indycze macice”

  1. Zaciekawiony Says:

    Całkiem niedawno na innym blogu przeczytałem o podobnym nagminnym błędzie, jaki popełniają tłumacze tekstów piosenek, którzy słowo Axe tłumaczą jako siekiera, nie wiedząc, że slangowo mówi się tak czasem na gitarę elektryczną lub saksofon. I potem słuchacz dziwi się skąd w piosenkach tak często mówi się o „rąbaniu siekierą” czy „braniu małej siekiery z walizki”. Ciekawe czy anglików zastanawia czasem dlaczego polscy muzycy mówią tak często o wiośle…

    Nawiasem mówiąc można by przeprowadzić zabawny kalambur stwierdzając że polski język jest szeleszczący, bo polacy polerują język „Polish language is rustling, because Pole polished language”

  2. Zoolog (bez skojarzeń) Says:

    Bardzo się ubawiłem czytając Twój artykuł. Zapewne nie raz czy dwa ubawił się po pachy cudzoziemiec studiując angielskie „babole” dokonywane przez naszych rodzimych biznesmenów.

    Pozdrawiam i od dzisiaj zostaję stałym czytelnikiem.

  3. taki gościu Says:

    Jako rozrywkę związaną z tłumaczeniami polecam też engrish.com, który specjalizuje się w tekstach p angielsku (no… powiedzmy…) produkowanych w Chinach i okolicy.

Tu możesz zostawić komentarz, ale może najpierw przeczytaj "zasady komentowania".

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: