Nie zadzieraj nosa

W Stanach Zjednoczonych znajduje się ponoć w stanie Minnesota miasteczko Lake Wobegon (en). Wszystkie kobiety są tam silne, wszyscy mężczyźni przystojni, a wszystkie dzieci ponadprzeciętne. W prowincjonalnym mieście w południowej Polsce, w którym od pewnego czasu mieszkam, jest podobnie. Wszystkie dobre cechy mieszkańców są powyżej średniej krajowej, a wszystkie złe poniżej. Dotyczy to jednak wyłącznie urodzonych w tym mieście. Ludność napływowa jest mniej lub bardziej tolerowana przez tubylców; niektórzy z nich są święcie przekonani o tym, że prawdziwymi tubylcami są tylko ci, którzy żyją tu od kilku pokoleń. Niejeden nieszczęśnik mówiący, że jest stąd, dowiaduje się w bardzo opryskliwy sposób, że nie jest stąd, tylko tu mieszka. Próby poinformowania tubylców o tym, że ich przodkowie pochodzą z wąwozu Olduvai, spotykają się z obojętnością, a nawet wrogością. Największą zasługą dla ludzkości działającego od pewnego czasu w mieście uniwersytetu jest to, że pod koniec XIX wieku odmówił przyjęcia Marii Skłodowskiej-Curie na posadę asystenta, ponieważ była kobietą. Ta odmowa pchnęła ją na drogę do odkrycia polonu i radu.

Iluzoryczna wyższość, znana też jako „złudzenie ponadprzeciętności” i „efekt Jeziora Woebegon”, to zjawisko psychologiczne, który pozwala nam prowadzić miłe i ciekawe życie, obdarzając blaskiem naszej wspaniałości mniej utalentowane siostry i braci. Zbliżonym zjawiskiem jest efekt Krugera-Dunninga, który polega na przecenianiu swoich umiejętności w jakiejś dziedzinie przez osoby, które się na niej nie znają, ale także na niedocenianiu swoich umiejętności przez ekspertów. W uproszczeniu oznacza to, że lepiej zaufać komuś, kto wyraźnie ma doświadczenie w jakiejś dziedzinie ale zaprzecza, jako by był ekspertem, niż komuś, kto nie ukrywa, że na dany temat wie wszystko.

Przekonanie o własnej wyższości może prowadzić do sytuacji krępujących, choć często zabawnych dla obserwatorów.

Profesor prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, Adam Vetulani, zwiedzał ze swoją żoną jakąś wieś i jej okolice w latach 1930tych. Oprowadzał ich miejscowy chłop. Wieś jak wieś, była trochę biedna i trochę brudna, lecz by nie urazić uczuć gospodarza, państwo profesorostwo wszystkie nieprzychylne uwagi przekazywali sobie w języku francuskim. Pod wieczór przewodnik zaprosił ich do swojej chałupy na skromną kolację. W trakcie rozmowy przy jedzeniu chłop, zapytany o to czym się w życiu zajmował, z kamienną twarzą opowiedział o tym, jak ostatnie dwadzieścia lat spędził w Legii Cudzoziemskiej.

Pisząc o tym, jak zaspała wspaniałe przemówienie otwierające konferencję VWXYNot? opowiada na swoim blogu historię (en), która przytrafiła się znajomemu naukowcowi w 2007 roku.

Rok wcześniej zrobił licencję pilota, a teraz właśnie kupił sobie pierwszą własną awionetkę, mały dwumiejscowy samolot, z którego był bardzo dumny. Wiedziałam o tym wszystko, bo szczegółowo opisywał swoje podniebne przygody weekendowe na początku każdego poniedziałkowego spotkania porannego, a także, jak się wydaje, przy każdej innej okazji.

Pierwszego dnia konferencji stał w kolejce do bufetu i zaczął rozmawiać ze stojącą obok kobietą. Zwrócił uwagę na nietypową jak na tę porę roku piękną pogodę, a ona odpowiedziała, że był to idealny poranek na lądowanie w Vancouver, z przepięknym widokiem pokrytych śniegiem gór.

„Chciałbym lecieć tam teraz”, odpowiedział.

„O, jesteś pilotem?”

W tym momencie opowieści badacz przyznał, że być może nadmiernie się rozwodził o swojej błyszczącej nowej zabawce. Zdaje mi się, że użył zwrotów „tryskający” i „rozszerzony monolog”.

„O, to fajny samolot”, powiedziała kobieta. „Słyszałam, że [coś bardzo technicznego czego nie pamiętam, ale co tylko pilot mógłby powiedzieć]”.

„O, też jesteś pilotem?” zapytał naukowiec, wielce podniecony. „Na czym latasz?”

„No więc”, odpowiedziała z kamienna twarzą, „ostatnią maszyną, którą leciałam, był prom kosmiczny”.

Tak, tego roku organizatorzy konferencji zaprosili dr Robertę Bondar — pierwszego neurologa i pierwszą Kanadyjkę w kosmosie — do przemówienia otwierającego. I, tak, miała swoją plakietkę, a jej zdjęcie było na wszystkich plakatach konferencji, ale nie, nie zauważył…

Tłumaczenie fragmentu wpisu WVXYNot? na licencji CC BY 3.0.


Warto też przeczytać: Kobiety w nauce — te wzory nie przejdą

Tagi: ,

Odpowiedzi: 4 to “Nie zadzieraj nosa”

  1. Zaciekawiony Says:

    Boskie!

  2. Maciej Says:

    O, jak ładnie! Nie widziałem że styl reprezentowany przez rdzennych mieszkańców wspomnianego prowincjonalnego miasta ma swoją naukową nazwę.
    „Największą zasługą dla ludzkości działającego od pewnego czasu w mieście uniwersytetu…” oj, no nie przesadzajmy :-)

  3. narratorka Says:

    Bardzo dowcipnie napisane, zwłaszcza o „prowincjonalnym mieście w prowincjonalnej Polsce”, a co do uniwersytetu… jakby nie było w ten sposób przyczynili się do rozwoju geniuszu noblistki zamiast go stłamsić jak to jest w tym mieście przyjęte.

Tu możesz zostawić komentarz, ale może najpierw przeczytaj "zasady komentowania".

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: