Acta biologica

Jeż zaskoczony nocą przez samochód robi to, co w świetle milionów lat ewolucji jest najbardziej sensowną taktyką. Zwija się w kulkę i nieruchomieje na szosie. Ta metoda ochrony przed drapieżnikami działała u jego przodków na tyle skutecznie, że wszyscy przetrwali na tyle długo, by zdążyć się rozmnożyć. Jednak gdy środowisko gwałtownie się zmienia, sprawdzający się dotychczas sposoby radzenia sobie mogą zawodzić, a na drogach częściej pojawiają się rozplaskane jeże.

Życie jest niezmiernie skomplikowanym procesem polegającym na ciągłym kopiowaniu i wklejaniu, często z błędami, słów kodu genetycznego. Wszyscy jesteśmy dziełami pochodnymi, kontrolcefałkami przyrody. Żywe organizmy potrafią podkradać innym nie tylko pożywienie czy terytorium, ale również co ciekawsze kawałki kodu genetycznego. Horyzontalny transfer genów, bo tak formalnie nazywa się ten proceder, do niedawna był zupełnie nieznany. Postęp w metodach badania DNA i RNA i ogromny spadek kosztów analiz spowodowały, że odkrywane są coraz to ciekawsze interakcje pomiędzy organizmami. Bakterie jelitowe wielu Japończyków przejęły na własność od swoich morskich krewniaków geny pozwalające skuteczniej trawić nori.

Tym razem Ania nie rysowała

Morski ślimak Elysia chlorotica nabył umiejętności niedostępne dla innych zwierząt — nauczył się fotosyntezy.

Jednym z pierwszych kroków młodocianych Elysia, brązowych w czerwone kropki, jest najedzenie się glonami Vaucheria litorea. Nie trawi ich całkowicie, lecz wchłania ich chloroplasty, organelle, w których odbywa się fotosynteza. Ten ładunek chloroplastów, który sprawia, że ślimaki nabierają koloru zielonego, pozwala im przeżyć całe swoje niespełna roczne życie, nawet jeżeli nie znajdą żadnego pokarmu — niezbędne pożywienie otrzymują na drodze fotosyntezy. To, że porwane chloroplasty w ogóle funkcjonują było jednym z najbardziej nieoczekiwanych odkryć Rumpho et al. w 2008 roku (Horizontal gene transfer of the algal nuclear gene psbO to the photosynthetic sea slug Elysia chlorotica w PNAS, dużo zdjęć), ponieważ zawarte w nich DNA koduje jedynie 10% białek niezbędnych do fotosyntezy. W naturalnych warunkach pozostałe białka są wytwarzane w jądrze algi. Jądra nie były jednak przyswajane przez Elysia. Istotnym krokiem do wyjaśnienia zagadki było przebadanie genomu samego ślimaka. Ku pewnemu zdumieniu badaczy znaleziono w nim jeden gen skopiowany z Vaucherii. Co ważniejsze, gen ten znajdował się w linii zarodkowej, czyli był przekazywany potomstwu ślimaków. Nie wiadomo kiedy i jak przeskoczył z glonu do ślimaka, ale na jakimś etapie ewolucje takie zdarzenie nastąpiło, prawdopodobnie za sprawą jakiegoś wirusa. Te bowiem są znanymi specjalistami od wycinania i wklejania sekwencji DNA.

Elysia chlorotica. Jedyny obraz w domenie publicznej, jaki udało się szybko znaleźć. Pochodzi z 'Raportu o bezkręgowcach Massachusetts' z 1870 roku. Dużo świetnych zdjęć za linkami podanymi w tekście

W 2010 roku Pierce znalazł u Elysia kolejne geny związane z fotosyntezą oraz wykazał, że nawet po pięciu miesiącach chloroplasty są aktywne. O tych badaniach można przeczytać w artykule na Wired (en). Sporę galerię zdjęć Elysia cholorotica można znaleźć na greckim blogu Sarotiko.

Z punktu widzenia biologii takie kopiowanie jest jak najbardziej sensowne, gdyż przyczynia się do sukcesu reprodukcyjnego gatunku. Biolodzy wiedzą, w odróżnieniu od filozofów i przywódców religijnych, na czym polega i jak funkcjonuje moralność. O powstaniu moralności jako ewolucyjnego przystosowania zwierząt społecznych pięknie opowiada w wydanej w roku 2011 książce Braintrust Patricia Churchland. Ta kanadyjska filozof zajmuje się głównie neurofilozofią i neuroetyką, a w Braintrust pokazuje, jak homeostaza, podstawowy dla każdego żywego organizmu mechanizm, dała początek niezmiernie skomplikowanym i zależnym od kultury systemom moralnym. Homeostaza polega na dążeniu systemów, w tym żywych organizmów, do znajdowania się w optymalnym stanie. Sprowadza się to do tego, że istota głodna szuka pożywienia, zziębnięta robi wszystko by się ogrzać, a samotna szuka towarzystwa. Od troski o samego siebie nie jest daleko do troski o potomstwo. Dążenie do homeostazy organizmu jest też odpowiedzialne za dbanie o swoje małe. Zwierzęta odczuwają krzywdę potomstwa jak własny ból i dla tego potrafią aż do śmierci bronić rodziny przed napastnikami. Opiekuńczość okazała się skuteczną przy reprodukowaniu genów, więc stworzenia stosujące tę metodę mają się dobrze. Istnieją też oczywiście takie, które nie dbają o potomstwo w żaden sposób, poza przekazaniem im możliwie dobrych genów. Takie organizmy stosują bardzo rozrzutne sposoby rozmnażania — często z milionów zarodków żaden nie rozwija się do dorosłej postaci, zdolnej do dalszego rozmnożenia. Im późniejsze ewolucyjnie i bardziej społeczne jest zwierzę, tym bardziej jest opiekuńcze. A tę opiekuńczość da się następnie rozszerzyć na coraz dalszych krewnych, a w pewnych sytuacjach na wszystkich przedstawicieli gatunku.

Usunięcie sił nadprzyrodzonych z równania pozwala zastosować do badania moralności narzędzia dostępne w naukach przyrodniczych. Liczne eksperymenty, modele matematyczne, oraz statystyka pokazują, że moralność jest kolejnym mechanizmem pozwalającym przeżyć i podlega presji ewolucyjnej. Koncepcja „nadstawiania drugiego policzka” może być korzystna dla gatunku w pewnych sytuacjach społecznych i historycznych, tak samo jak ogromny ogon pawia ma swoje zalety i wady. Nie są to jednak absoluty, a ciągłe adaptacje i modyfikacje moralności pozwalają przeżyć nawet bardzo poważne zmiany w środowisku.

Homeostaza oznacza też dążenie do minimalizowania zmian. Powiedzenia takie jak „Brak wieści to dobre wieści” czy chińska klątwa „Obyś żył w ciekawych czasach” pokazują, jak bardzo niechętnie ludzkość do nich podchodzi. A w kulturze, która również podlega ewolucji i procesom podobnym do biologicznych, najlepiej słucha się dobrze znanych opowieści; od fabuły o wiele ważniejsze jest jak znana wszystkim historia jest opowiedziana. Ludzie zazwyczaj mniej chętnie oglądają zupełnie nowe i obce historie i wolą sequele czy seriale z tym samym zestawem bohaterów i problemów. Z roku na rok poprawia się tylko efekty specjalne.

Dla wytwórni filmowych, muzycznych, oraz dla wydawców książek, rozwój Internetu może być tym samym, czym dla większości mieszkańców Ziemi była Katastrofa tlenowa, która miała miejsce jakieś 2,4 miliarda lat temu. Pojawiły się wtedy organizmy fotosyntezujące, które zmieniły istniejące reguły gry i prawie doszczętnie wykończyły królujące do tej pory bakterie beztlenowe. Warto pamiętać, że wytwórnie pojawiły się dość niedawno w historii ludzkości. Wynalezienie druku przez Gutenberga zupełnie zmieniło reguły gry.

Problem ACTA oraz pokrewnych SOPA i PIPA widziany z punktu widzenia ewolucyjnego jest dość prosty. Producenci, te ogromne organizmy, które wiele zainwestowały w stworzenie swoich wytworów, czerpią korzyści z przekazywania ich konsumentom. Jednak producenci muszą bronić się przed innymi czyhającymi na nie organizmami. Często ich wrogami są inni producenci, organizmy podobne do nich samych. Wszyscy producenci konkurują ze sobą o konsumentów. Zdarza się, że stosunkowo małe organizmy (np. niezależne wytwórnie filmowe czy nowi autorzy) odnoszą ogromny sukces i gwałtownie rosną. Odbierają większym organizmom część zasobów i zmuszają je do zmiany zachowań, na przykład do przerzucenia się z magii na wampiry. Z czasem mogą przerosnąć konkurentów i spowodować ich upadek. Zasady walki między tymi dość porównywalnymi organizmami są znane i skodyfikowane. Kolejnymi organizmami w tym ekosystemie, o wiele mniejszymi, są dystrybutorzy, znajdujący się między młotem producentów i kowadłem dalszych konsumentów — w przypadku filmów są to kina, w przypadku książek księgarnie. Na styku tych dużych i średnich dochodzi do licznych starć. Kina zaniżają sprzedaż biletów by jak najmniej zapłacić dystrybutorom. Księgarnie niechętnie płacą wydawcom, a ci z kolei oszukują autorów na tantiemach przekazując im zaniżone wartości sprzedaży. Same księgarnie są często okradane przez klientów, najmniejsze ale też najważniejsze organizmy na samym końcu tego łańcucha.

3,4 miliarda lat ewolucji życia były naznaczone katastrofami, które dziesiątkowały gatunki, rodzaje i całe rodziny stworzeń. 250 milionów lat temu wymieranie permskie zabiło dziewięć na dziesięć żywych istot. A jednak życie toczy się nadal, choć nie przypomina już w ogóle tego sprzed katastrofy tlenowej i dość poważnie różni się od tego, które panowało do końca permu. Ludzkość też przeżyła niejedną katastrofę. Choć na pewno po drodze będą ślepe zaułki, tragedie i katastrofy, memy nadal będą się rozwijały i ewoluowały, tak jak to czynią geny. Sposoby tworzenia, zapisywania i kopiowania zapisów ludzkiej twórczości też będą się zmieniały, a o tym jakie będą te nowe mechanizmy możemy tylko fantazjować. Można tylko oczekiwać, że będą szybkie, skuteczne, i prowadzące do coraz większego zróżnicowania.

Tagi: , , , , ,

Tu możesz zostawić komentarz, ale może najpierw przeczytaj "zasady komentowania".

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: