Jak pewnie każdego, kto prowadzi blog, interesuje mnie jakimi pokrętnymi drogami trafiają tu ludzie. W ciągu ostatnich trzydziestu dni wyszukiwarki sprowadziły na blog 47 gości szukających terminu “skala wrzeświata”. Au. Oczywiście nie są tu niemile widziani, nawet dobrze, że się dowiedzą, jak to się pisze, tylko trochę smutno. Tych co szukali “wszechświat” w różnych kombinacjach nie było nawet dziesięciu. W tym czasie pojawiły się dwa związane z hasłem wpisy: Wszechświat znika, o zbliżającym się końcu wydawanego od ponad stu lat czasopisma popularno-naukowego, oraz Skala wszechświata.
Problem wrzeświata był na tyle ciekawy, że trochę poszperałem, i znalazłem stronę Duszpasterstwa Liturgicznej Służby Ołtarza Archidiecezji Przemyskiej. Teraz rozumiem, dlaczego w sporze wierzących z ateistami tak strasznie trudno się dogadać. Oni wierzą w swój wrzechświat (w tytule) czy wrzeświat (trzecia linijka tekstu), my w swój wszechświat. Sam wrzechmogoncy nie pomoże.
