W Polsce matura, która jeszcze kilkanaście lat temu coś znaczyła, osiąga powoli zdawalność 100%. To bardzo dobrze, bo gdyby była trudniejsza i zależałby od niej cały dalszy los młodego człowieka, tak jak w Chinach czy Korei Południowej, byłoby więcej samobójstw dziewiętnastolatków, a w okresie jej zdawania przygotowywania się klasy wyglądałyby tak jak ta w Chinach.
Jak podaje Ministry of Tofu, ci maturzyści uczą się pod kroplówkami z aminokwasów. Z artykułu wynika, że władze Chin uważają, że aminokwasy (nie podano które) wybitnie pomagają w nauce. Na Boing Boing David Pescovitz wyraża nadzieję, że dodatkowy przycisk wpuszcza do kroplówki amfetaminę (ta akurat rzeczywiście może być w takich sytuacjach skuteczna). Ci, którzy nie zdadzą, są zapewne zabijani i po sproszkowaniu eksportowani do Korei Południowej jako specyfik na poprawienie wytrzymałości.
Póki co żyjemy, bo nawet jak coś źle napiszesz, to nauczyciel się zlituje, poprawi wyniki, i może jednak przejdziesz.




